XXXV-lecie NSZZFiPW w okręgach poznańskim i wrocławskim
24 kwietnia w hotelu Tatra w Zakopanem odbyły się wspólne obchody XXXV-lecia NSZZFiPW w okręgach poznańskim i wrocławskim. Było uroczyście, ale bez sztucznego dystansu, bardziej jak spotkanie ludzi, których połączyło coś więcej niż tylko służba.
Uroczystość otworzył Przewodniczący ZO we Wrocławiu Patryk Aszkiełowicz. W swoim wystąpieniu przypomniał, że historia Związku to przede wszystkim ludzie i ich codzienna praca. Jak padło: „To święto nie tylko historii, ale i codziennej służby – często niewidocznej, wymagającej odpowiedzialności, odporności i determinacji.”.
I właśnie to było czuć w Zakopanem, że za tymi 35 latami stoją konkretne twarze, relacje i wspólne doświadczenia.
Głos zabrał również Przewodniczący Zarządu Głównego NSZZFiPW Kamil Bachanowicz. Zaczął lekko, żartując z różnic między okręgami, ale szybko przeszedł do rzeczy:
„kiedy jesteśmy razem, naprawdę możemy więcej”.
I to „razem” wybrzmiało tu szczególnie mocno. Te obchody pokazały coś więcej niż współpracę dwóch okręgów. Pokazały, że przy wspólnej pracy na rzecz funkcjonariuszy i pracowników rodzą się relacje, których nie da się zaplanować.
Ludzie z różnych jednostek, różnych miast, często o zupełnie innych charakterach. Gdyby nie Związek, pewnie nigdy by się nie spotkali. A dziś znają się od lat, wspierają, dzwonią do siebie nie tylko w sprawach związkowych. Z czasem to przestaje być tylko współpraca. To zaczyna wyglądać jak coś na kształt związkowej rodziny.
To było widać w rozmowach, w żartach, w sposobie, w jaki ludzie do siebie podchodzili. Bez dystansu, bez formalności. Po prostu po swojemu.
W trakcie uroczystości wręczono odznaczenia i wyróżnienia dla tych, którzy szczególnie angażują się w działalność związkową i budowanie tej wspólnoty. Bo siła Związku to nie tylko działania na zewnątrz, ale też to, co dzieje się między ludźmi.
Na zakończenie głos zabrał Przewodniczący ZO w Poznaniu Michał Dworacki. Z dystansem i humorem podsumował spotkanie, przypominając, że najważniejsze jest to, co zostaje po takich dniach, czyli relacje i wspólne doświadczenia.
Jak sam powiedział: „czasem coś wydaje się niemożliwe, ale z pomocą związkowych przyjaciół okazuje się, że nie ma rzeczy niemożliwych”.
I trudno o lepsze podsumowanie.
Bo te obchody to nie był tylko jubileusz.
To było spotkanie ludzi, którzy choć z różnych miejsc, grają do jednej bramki.

































































